PL DE EN

eNka - tramwaj zapamiętany z dzieciństwa

Dziś takie tramwaje jeżdżą po ulicach Szczecina, Krakowa, Katowic jako pojazdy zabytkowe na liniach turystycznych. Jeśli zapytamy szczecinian po czterdziestce, z jakim tramwajem kojarzy im się dzieciństwo - opowiedzą o hałaśliwym, z drewnianymi podłogami i siedzeniami, kierowanym korbami - wozie. No i jeszcze grzejniki pod siedzeniami. Opiszą eN-kę.

Do 1954 r. Szczecin nie dostał żadnego nowego tramwaju. W 1945 r. sprzedano do Poznania 30 poniemieckich wagonów, bo brakowało pieniędzy na wypłaty dla tramwajarzy. Dopiero w 1955 r. pojawiły się w Szczecinie nowe eN-ki, wyprodukowane w Fabryce Konstrukcji Stalowych Chorzów. Muzealny tramwaj woził szczecinian od 1967 r. do 1996 r.

panorama wirtualna 

ENki były wzorowane na niemieckich wagonach KSW (Kriegsstraßenbahnwagen) produkowanych jeszcze w czasie wojny. Ich konstrukcja miała ułatwiać ewakuację pasażerów w razie nalotu, miały więc duże pomosty i szerokie drzwi. Enki odziedziczyły te drzwi; w pierwszych modelach otwierane ręcznie.

- Nowy typ 4N miał połówkowe, rozsuwane drzwi w miejsce tych szerokich, no i stanowisko motorniczego tylko z jednej strony wagonu - opowiada Roman Mirek, nestor szczecińskich motorniczych.

DANE TECHNICZNE

Rok produkcji: 1951.

Liczba miejsc: 16 siedzących i 62 stojących.

Napęd: dwa silniki o mocy 60 kW.

Napięcie: 600 V, prąd stały.

Opowiada Mieczysław Pieńkowski, szczecinianin od stycznia 1946 roku

Pamiętam kiedyś takie pytanie w telewizji, w sondzie ulicznej pytano przechodniów jaki to jest stary tramwaj. Większość bez namysłu odpowiadała, że kremowo?czerwony. Po prostu: stary tramwaj, to eNka. Zapamiętałem eNy, bo strasznie piszczały i hałasowały, a drewniane, polakierowane krzesła zawsze były ciepłe od grzejnika. Wielu mieszkańców przy nich się zestarzało, w tym i ja. W tamtych czasach, gdy otwierano jakąś linię albo pętlę, to władza robiła uroczyste przejazdy eNkami i chwaliła się przed ludźmi. Jeździłem nimi do pracy, w rejony zajezdni na Golęcinie, przez wiele lat. Zawsze było ciasno, lata 70. i 80., to był koszmar. Często nie dało się wejść do tramwaju, nawet jeśli były trzy wagony. Stoczniowcy wypełniali je po brzegi, wisieli na stopniach jak winogrona. Wysiadali i wsiadali gdzie popadnie, nawet na środku skrzyżowania, bo przecież drzwi można było ręcznie otworzyć.

W latach 50., w niektórych wagonach byli konduktorzy; jak chcieli, to sprzedali bilet, jak im się nie chciało, to kazali wysiadać. Tylko wojskowi i milicjanci mieli zapewnione honory, dla nich nawet tramwaj mógł zmienić trasę. Po wypadku na ul. Wyszaka, w 1967 roku, przerabiano eNki. Wtedy zawiodły hamulce. To było straszne, zginęło wówczas 15 stoczniowców, wielu zostało rannych. Zginęli pod przewróconym tramwajem, a potem jeszcze spadł na nich wagon, który urwał się z dźwigu już po wypadku. Cały Szczecin płakał. Zamknięto trasę nad Odrę, a eNki dostały elektryczne drzwi.

Mieszkałem niedaleko zajezdni Niemierzyn. Tramwaje budziły mieszkańców Niebuszewa już od 4 rano. Jak one piszczały wyjeżdżając z zajezdni...

XNie pokazuj powiadomieniaUwaga: Użytkowanie strony WWW oznacza zgodę na używanie plików Cookie. Więcej informacji w polityce prywatności.